Anonimowi alkoholicy

Spotykają się codziennie rano w poszukiwaniu lekarstwa na swój podły stan. Kiedy go znajdują doznają chwilowej ulgi, przez moment czują się normalnie. Potem wraca koszmar: ból i cierpienie, poczucie wstydu, beznadziei. Nie widzą wyjścia z tej sytuacji, nawet kiedy drzwi do lepszego życia stają przed nimi otworem.

Kiedy zaginie w górach człowiek, rozpoczyna się zakrojona na szeroką skalę akcja ratunkowa. W poszukiwaniach biorą udział ratownicy górscy ze specjalistycznym sprzętem, psy szkolone w poszukiwaniu ludzi, śmigłowce. Nierzadko ogromnym nakładem sił i środków, do ostatniej iskry nadziei, poszukuje się zaginionego człowieka. Często udaje się go znaleźć, uratować jego życie. Radość wśród bliskich i poszukujących, informujące o tym szeroko media.

Ale istnieje też inny rodzaj tragedii, rozgrywających się codziennie na niespotykaną, wręcz niezauważalną przez swój ogrom, skalę. Codziennie w Polsce, praktycznie w każdym mieście czy wiosce giną ludzie. A właściwie znikają powoli, dzień po dniu pogrążając się w śmiertelnej otchłani, w nicości. Bracia Mroku – alkoholicy.

Alkoholik to słowo, które nosi w sobie ładunek piętna, kojarząc się z totalnym upadkiem, bezdomnością, dnem moralnym. To spuścizna po słusznie minionym ustroju, gdzie alkoholizm traktowano jako patologię społeczną. Zamiast więc pomagać ludziom chorym, walczono zarówno z nimi, jak i ich rodzinami. Tak więc zły odbiór słowa alkoholik, to też wynik cierpiącego jeszcze mocno w naszym społeczeństwie przeświadczenia, że to stan zawiniony przez uzależnionego od alkoholu człowieka, że to jego wybór. Nic bardziej mylnego. Zespół uzależnienia alkoholowego został wpisany na listę chorób Światowej Organizacji Zdrowia między innymi dlatego, że nie stwierdzono na świecie ani jednego przypadku zachorowania, które powstałoby w wyniku świadomej decyzji pacjenta.

Nikt nie zaczyna pić towarzysko czy na imprezie rodzinnej po to, aby się uzależnić,zachorować, stoczyć. A jednak część z tych towarzysko pijących osób (jak się szacuje ok. 20 % z nich) zachoruje z czasem na tą śmiertelną, nieuleczalną, postępującą powoli ale konsekwentnie chorobę – chorobę alkoholową. I bynajmniej nie będą to tylko ludzie z marginesu. Ci których widzimy  na ulicach, w różnych szemranych miejscach, to tylko wierzchołek góry lodowej.  Wśród osób uzależnionych znajdują się często ludzie wykształceni, dobrze funkcjonujący społecznie, publicznie szanowani. Nauczyciele, lekarze, prawnicy, księża, ludzie kultury, nauki, sztuki, inżynierowie, gospodynie domowe, itd. itp. Ludzie wszelkiego stanu, religii, rasy, pochodzenia, wykształcenia, zawodów. Pełen przekrój społeczny.

Zespół uzależnienia alkoholowego to bardzo demokratyczna choroba – zachorować może na nią praktycznie każdy, kto używa lub nadużywa alkoholu. Choć zazwyczaj zaczyna się niewinnie i długo nic nie wskazuje na to, że pita coraz częściej towarzysko, czy dla poprawy nastroju lampka wina, kieliszek wódki czy kufel piwa z czasem mogą stać się przykrą koniecznością, a nawet śmiertelnym koszmarem.

Kiedy ostatnio przez kraj przetoczyła się sensacyjna fala informacji o niszczącym wpływie dopalaczy na organizm, a szpitale zapełniły się mocno toksycznie zatrutymi nimi ludźmi, wydawało się, że to jakiś armagedon. A to zaledwie nieśmiały promil w grupie narkotyzujących ludzi. Jaki zatem narkotyk zbiera najobfitsze żniwo?

Co mówią ostatnie dane Światowej Organizacji Zdrowia?  Narkotykiem tym jest alkohol, potem długo, długo nic, potem dopiero pojawiają się inne substancje narkotyczne jako ubodzy krewni „króla Absoluta”. Alkohol jest jednak narkotykiem zalegalizowanym przez państwo, które z jego dystrybucji czerpie niemałe korzyści...

Nasz organizm to bardzo inteligentny system. Kiedy zaczynamy wprowadzać do niego coraz większe  dawki alkoholu, protestuje często gwałtownie: wymioty, drżenie, nadmierna potliwość, stany lękowe.  W ten sposób sygnalizuje nam, że w tych napojach do naszego organizmu dostaje się narkotyczna trucizna – związek chemiczny o symbolu C2H5OH – zwany potocznie alkoholem. Kiedy mimo tych ostrzeżeń pijemy nadal, nasz organizm dzielnie walczy z tą trucizną mobilizując wszystkie swoje siły. Ale któregoś dnia dochodzi do wniosku, że tej trucizny jest zbyt dużo i kapituluje. Dokonuje się wtedy w organizmie nieodwracalna reakcja chemiczna – zmienia się  jego metabolizm, przestawiając się na funkcjonowanie przemiany materii w powiązaniu z alkoholem. Ktoś porównał ten proces do reakcji, jaka zachodzi w trakcie przemiany świeżego ogórka w ogórek kiszony. Jest to proces przebiegający w jedną stronę – jak na razie nikomu na świecie nie udało się go odwrócić. Czyli zamienić ogórka kiszonego w ogórek świeży. Od tej chwili osoba uzależniona będzie już zmuszona do picia alkoholu po to, aby móc w miarę „normalnie” funkcjonować. I to jest właśnie pułapka uzależnienia – kiedy alkoholik traci kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu i poprzez silny głód alkoholowy jest zmuszony pić go po to, aby żyć. Jest to już trzecia faza zespołu uzależnienia alkoholowego – faza krytyczna.

Człowiek tak chory nie będzie już w stanie sam sobie z tą chorobą poradzić – będzie do tego potrzebował pomocy innych ludzi. Ale on o tym zdaje się nie wiedzieć, czasem ponosi olbrzymie koszty lub powoli umiera a mimo to nie chce przyznać się do tego że ma problem alkoholowy. Nie na darmo alkoholizm nazywany jest chorobą zakłamania i zaprzeczeń.

W pierwszej połowie XX wieku medycyna uznawała tą przypadłość za nieuleczalną. Ludzie pogrążeni w chorobie otrzymywali od lekarzy właśnie taką informację. Rodziny chorych też pogrążały się w rozpaczy, mimo że wszelkimi możliwymi sposobami starały się pomóc swojemu pogrążającemu się w uzależnieniu bliskiemu.

I wtedy, w miejscowości Akron w USA 10 czerwca 1935 roku stał się cud. Spotkało się dwóch alkoholików.

Czemu było to tak nadzwyczajne spotkanie? Przecież alkoholicy spotykają się nieustannie  w milionach miejsc na świecie. Ale to spotkanie miało charakter wyjątkowy: makler giełdowy Bill W. i lekarz dr Bob S. spotkali się nie po to, aby wspólnie pić alkohol, ale po to aby nie pić! Rozmawiając wiele godzin ze sobą odkryli, że te rozmowy odbierają im obsesję picia, że świetnie się rozumieją, że towarzyszą im podobne uczucia i emocje.

Tak powstała pierwsza grupa AA. Był to zalążek wspólnoty, która przyjęła swoją nazwę od książki „Anonimowi Alkoholicy” wydanej w 1939 roku. Początkowo jej działania obejmowały terytorium USA i Kanady, ale z czasem Wspólnota AA swoim zasięgiem objęła praktycznie cały świat.

I okazało się, że ogórek kiszony może trwać w dobrym stanie przez wiele lat, pod warunkiem, że będzie się znajdował w odpowiedniej zalewie octowej. Taką odpowiednią zalewą, dzięki której alkoholik może zatrzymać swoją nieuleczalną chorobę i dobrze funkcjonować przez wiele lat jest właśnie dla wielu z nich Wspólnota Anonimowych Alkoholików.

Kim są Anonimowi Alkoholicy? Określa to najpełniej tzw. preambuła, czytana na otwarcie każdego spotkania AA:

Anonimowi Alkoholicy są Wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu. Jedynym warunkiem uczestnictwa we Wspólnocie jest chęć zaprzestania picia. Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, jesteśmy samowystarczalni poprzez własne dobrowolne datki. Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną, organizacją lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów. Naszym podstawowym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w jej osiągnięciu.”

Pierwsza grupa Anonimowych Alkoholików w Polsce powstała w Poznaniu w 1974 roku. Ale gwałtowny rozwój wspólnoty w naszym kraju rozpoczął się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Obecnie spotyka się u nas około 2400 grup AA. Pierwsza grupa AA w Krakowie powstała w 1985 roku, dokładnie 30 lat temu. Z czasem weszła ona w skład tzw. Regionu Galicja, gdzie zarejestrowanych jest obecnie 309 grup AA, usytuowanych w bardzo wielu miejscowościach tego obszaru. Są to alfabetycznie:

Laskowa , Siedliska nad Sanem, Andrychów, Biecz, Bielsko - Biała, Bieruń, Binczarowa, Blizne, Bochnia, Boguchwała, Brzesko, Brzeszcze, Brzozów, Bukowina Tatrzańska, Bulowice, Bystra Śląska, Chełmek, Chmielów, Chrzanów, Cieszyn, Cięcina, Cisiec, Czaniec, Czarna Górna koło Ustrzyk Dolnych, Czechowice-Dziedzice, Dębica, Dębowiec koło Jasła, Dobczyce, Drwinia, Dukla, Dynów, Gilowice, Gorlice, Górki Wielkie, Grybów, Haczów, Istebna, Iwonicz, Janowice, Jarosław, Jasienica Świętoszówka, Jasło, Jedlicze, Jordanów, Kalwaria, Kamionka Wielka, Kaniów, Kępie, Kęty, Korczyna, Kozy, Kraków, Krosno, Krynica, Krzeszowice, Las, Lesko, Leśna, Leżajsk, Libiąż, Limanowa, Lipinki, Lisia Góra, Łodygowice, Lubaczów, Łańcut, Łękawica, Maków Podhalański, Medyka, Miechów, Mielec, Międzybrodzie Żywieckie, Międzyrzecze Górne, Moszczaniec, Mszana Dolna, Mystków, Myślenice, Niegowić, Niepołomice, Nisko, Nowa Dęba, Nowa Sarzyna, Nowe Brzesko, Nowy Łupków, Nowy Sącz, Nowy Targ, Nowy Wiśnicz, Osieczany, Osiek, Oświęcim, Przecław, Przemyśl, Przeworsk, Przyborów, Rabka-Zdrój, Radziechowy, Rajcza, Rymanów, Rytro, Rzeszów, Rzeszów - Załęże, Sanok, Sędziszów Małopolski, Sieniawa, Skała, Skawina, Skoczów, Stalowa Wola, Stanisław Górny, Stary Sącz, Strachocina, Strumień, Stryszów, Strzyżów , Sucha Beskidzka, Sułkowice, Szczawnica, Szczucin, Szczyrk, Szyce, Średnia Wieś, Świątniki Górne, Tarnobrzeg, Tarnów, Trzebinia, Trzetrzewina, Tuchów, Uherce, Ustroń, Wadowice, Wierzchosławice, Wilamowice, Wilkowice, Wisła, Wojnicz, Wola, Zaborów, Zagórz, Zakopane, Zarzecze koło Jarosławia, Zręcin, Żurawica, Żurawnica, Żywiec.

Spotkania grup AA, zwane mityngami, odbywają się w wynajętych miejscach o określonych godzinach. Szczegółowy wykaz mityngów jest dostępny na stronie: Spotkania grup AA

Warte podkreślenia jest to, że jedynym warunkiem przynależności do AA jest  pragnienie zaprzestania picia.

Zacząłem pić alkohol na obozie wakacyjnym, mając zaledwie 15 lat” – mówi o sobie Maciek, alkoholik z wieloletnim stażem trzeźwości. - „Zakochałem się od razu w jego euforycznym działaniu i od tej pory używałem go coraz częściej jako substancji poprawiającej nastrój, niweczącej lęki i stresy, dającej poczucie miłości, towarzyskiej akceptacji. Kiedy wyrwałem się spod kontroli rodziców i przyjechałem do Krakowa na studia, zaczęło się już istne szaleństwo alkoholowe. Trwało to wszystko kilkanaście lat. W tym czasie ożeniłem się, na świat przyszło dwoje dzieci. Moja żona widząc jednak co się ze mną dzieje po alkoholu, postanowiła ode mnie odejść. To spotęgowało jeszcze bardziej moje alkoholizowanie się. W konsekwencji pogłębiającej się choroby alkoholowej przerwałem studia, straciłem dwie prace zawodowe, musiałem wyprowadzić się z domu, a potem z hotelu robotniczego, w konsekwencji stając się człowiekiem bezdomnym. W wieku 28 lat sięgnąłem już swojego alkoholowego dna. Chciałem popełnić samobójstwo, nie widziałem dalszego sensu życia. Wtedy to dotarł do mnie z posłaniem inny, niepijący już kilka lat alkoholik, który podzielił się ze mną swoją historią i wskazując mi wyjście z zaistniałej sytuacji. Po terapii trafiłem za jego namową na spotkania grupy Anonimowych Alkoholików, i to co mnie spotkało w tej wspólnocie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tam dowiedziałem się, że moim problemem nie jest alkohol, tylko nieumiejętność życia na trzeźwo i że moja choroba jest połączeniem   fizycznej alergii, psychicznej obsesji picia i duchowej pustki. I że można ją zaleczyć. Ale że to jest proces, winien trwać nieustannie. Każdego dnia winienem zadbać o swoją chorobę, wtedy jakość mojego życia zacznie się powoli poprawiać. Stało się to faktem. Moje życie diametralnie się zmieniło. Kiedy przestałem pić wróciła do mnie żona z dziećmi, do naszego domu wróciły miłość i spokój. Odzyskałem szacunek do siebie, przeżyłem duchową przemianę. Dokończyłem też studia, zdobyłem nowy, ciekawy zawód i teraz realizuję swoje pragnienie pomagania ludziom poprzez pracę z innymi osobami uzależnionymi. Moje życie nabrało sensu, czuję się spełniony, mam grono fantastycznych przyjaciół. Jestem szczęśliwym człowiekiem”.

Szczególną możliwością przyjrzenia się wspólnocie dają tzw. mityngi otwarte lub zloty radości, organizowane zarówno na szczeblu krajowym jak i regionalnym. Na takie spotkania może przyjść każdy, posłuchać opowiadających o swoim powrocie do zdrowia, porozmawiać z profesjonalistami w dziedzinie uzależnień, nabyć literaturę czy porozmawiać z uczestnikami takiego spotkania.

Nie ma trzeźwości w samotności. Wspólnota AA potwierdza zasadę, że najlepszym lekarstwem dla chorego na chorobę alkoholową człowieka jest drugi człowiek, bądź grupa ludzi, którzy na co dzień nauczyli się  żyć z tą chorobą, powstrzymywać ją, a nawet